amare

Pozostajemy w czwartej części Ewangelii zredagowanej przez św. Mateusza. Jezus buduje w niej Kościół, urzeczywistnia królestwo niebieskie na ziemi. Znajdujemy się w Cezarei Filipowej. W ubiegłą niedzielę, w perykopie ewangelicznej Piotr wyznał, że Jezus jest Mesjaszem. W odpowiedzi Jezus ustanowił go pierwszym z apostołów, powierzając mu klucze królestwa niebieskiego. Być może to zdumiewać, ale dzisiejsza Ewangelia to bezpośrednia kontynuacja lektury z zeszłej niedzieli.

Krzyż i zmartwychwstanie. Perspektywa Boża z pewnością nie należy do tych, które kuszą perspektywą łatwego życia. Przemilczają one trudności, aby za wszelką cenę zdobyć jak najwięcej ludzi. Jezus już od początku daje do zrozumienia uczniom, aby dobrze przemyśleli swoją decyzję pójścia za Nim. Dziś słyszymy Go, jak tłumaczy Dwunastu, zachwyconym cudami i nauczaniem Mistrza, że kresem Jego drogi ma być Jerozolima: krzyż i zmartwychwstanie.

Nowe powołanie. Jezus w tej sytuacji wypowiada słowa o dźwiganiu krzyża. To scena jakby powtórnego powołania. Jednak w tym momencie w warunkach porażającego realizmu, z wyraźnym ukazaniem tego wszystkiego, co ich czeka. Czy warto ryzykować drogę z Mistrzem? To On potrafi z łagodnego potrafi zmienić się w twardego i wymagającego, który nie obiecuje innego życia poza tym, którego doświadczył On sam.

Z Liturgii Słowa Dwudziestej Drugiej Niedzieli zwykłej wybrzmiewają dwa tematy.

Pierwszym z nich to relacja miłości, jaka powstaje między Bogiem a człowiekiem. Jesteśmy do niej przyzwyczajeni w warstwie słownej, w przeszłości zaskakiwało: Bóg był przecież niedostępnym Królem, a relacja z człowiekiem wiernopoddańcza. Już Stary Testament uczy, że Bóg kocha i chce być przez człowieka kochanym (por. Jr 20, 7-9)

Drugi temat ujawnia się przede wszystkim w Drugim czytaniu (zob. Rz 12, 1-2) oraz Ewangelii (zob. Mt 16, 21-27). Po decyzji pójścia za Bogiem i pierwszych chwilach nowego doświadczenia przychodzi konfrontacja. Nie do końca jest to konfrontacja z Bogiem, a z samym sobą. To raczej zetknięcie z nową rzeczywistością, weryfikacja własnych oczekiwać, wizji i marzeń, spór z własną tęsknotą oraz doświadczenie codziennego trudu.

Kto może pomóc w przezwyciężeniu kryzysu miłości? Sam Bóg. On sam przekonuje, że naprawdę jest Miłością, a droga, którą prowadzi, choć trudna, jest najlepsza.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gaudete

koniec

mrok