talitha kum

Ewangelia 13 Niedzieli zwykłej przytacza jedno z trzech wskrzeszeń. Jezus wskrzesza małą dziewczynę, córkę Jaira.

Wiara Jaira jest obrazem samego Boga, który kocha życie i nie chce stracić żadnego ze swoich dzieci. Jezus na prośbę Jaira udaje się do jego domu, gdzie znajduje się jego umierająca córeczka. Jair wcześniej upadł mu do nóg, uniżył się i wyznał wiarę w to, że ręce Jezusa włożone na jego córeczkę mogą ją uzdrowić.

Sytuacja wymaga natychmiastowej reakcji. Jezus tymczasem daje się powstrzymywać przez kobietę, cierpiącą na krwotok (problemy menstruacyjne). W ówczesnej kulturze takie schorzenia powodowały nieczystość rytualną. Taka osoba była skazana na margines. Istnieje cały traktat Miszny – Niddah – poświęcony tym zagadnieniom. Taka kobieta nie mogła poruszać się swobodnie, inni jej unikali, obawiając się, że przez sam dotyk też staną się nieczyści.

Kobieta decyduje się na odważny krok. Opuszcza dom i miesza się z tłumem. Gdyby została rozpoznana, spotkałaby ją surowa kara oraz napiętnowanie. Jest niezwykle zdeterminowana. Przejmuje inicjatywę: podchodzi z tyłu do Jezusa, dotyka się jego płaszcza, jest pewna, że zostanie uzdrowiona. Sprawia w ten sposób, że wychodzi z Niego moc, która ją uzdrawia.

Czując to Jezus bardzo się dziwi. Chce ją zobaczyć. Wyraźnie na nią czeka, kiedy ona pełna strachu ukrywa się w tłumie. W końcu się spotykają. Dotknięty przez nią Jezus na siebie bierze jej nieczystość, darowując jej zdrowie i nowe życie. Sam mówi, że ocaliła ją jej pełna determinacja i odwaga wiary.

Słudzy informują Jezusa, że córka Jaira już nie żyje. Nie powinien już więcej niepokoić Mistrza. Jezus jednak, do tej pory prowadzony przez Jaira, przejmuje inicjatywę i sam zaczyna prowadzić. Nie bój się, wierz tylko – mówi do zrozpaczonego ojca. Jezus bierze ze Sobą Piotra, Jakuba oraz Jana. Udaje się z nimi do domu Jaira. Zdumionym żałobnikom mówi, że ich płacz jest przedwczesny, ponieważ dziecko… śpi. Czy to jest jakiś żart? Ludzie, kiedy to słyszą, wyśmiewali Go, a my możemy sobie tylko wyobrazić, co czuł Jair.

Jezus nie żartuje. Dla niego śmierć to rzeczywiście sen. Przyszedł on z niego obudzić nas wszystkich. Ująwszy dziewczynkę za rękę wskrzesza ją – talitha kum. Uczniowie oraz rodzice dziecka są jedynymi świadkami cudu. Jest to bardzo osobista scena. Jest to również scena, w której zapowiada się los każdego z nas. Nad każdym z nas, stanie kiedyś Pan i wypowie słowa: „Dziecko wstań. Śmierć nie ma nad tobą władzy, należysz do mnie”. Zanim jednak wypowie te słowa u kresu naszego życia, wypowiada je dziś do każdego i każdej z nas, spętanej nałogami, grzechem, słabością brakiem miłości i depresją: „dziecko wstań! Przynoszę ci nowe życie, moje życie”.

Dzisiejsza Liturgia Słowa redefiniuje śmierć, rozumianą pierwotnie jako zakończenie życia. Bóg śmierci nie uczynił (Mdr 1,13-15; 2,23-24). Nie cieszy się ze zguby żyjących. Kiedy Jezus dowiaduje się o umierającej dziewczynce, rusza na ratunek. Skąd zatem śmierć weszła na świat? Przez zawiść diabła – odpowiada Słowo, i przez zgodę człowieka na grzech.

Człowiek nie do końca podlega śmierci. Autor Księgi Mądrości przeczuwa, że sprawiedliwy jakoś inaczej przeżyje rzeczywistość śmierci niż niesprawiedliwy. Jak to jest możliwe? Istnieje jeszcze inna śmierć, gorsza (Ps 30), przy której ta fizyczna jest snem. Człowiek daleki od śmierci może błądzić w krainie umarłych. Do tej drugiej śmierci prowadzi choroba grzechu.

Jezus tak samo śpieszy się do domu umierającej dziewczynki (Mk 5, 21-43), jak do człowieka pogrążonego w grzechu. Do obu mówi: Thalita kum – obudź się, powstań z choroby, powstań z martwych.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gaudete

koniec

mrok