droga
Maryję w drogę do Elżbiety porwała chęć przekonania się o znaku jak również pragnienie pomocy krewnej.
Maryja zapewne ma około trzynastu lat. Wyrusza w daleką drogę przez góry do swojej krewnej Elżbiety. Według tradycji En Karem, gdzie mieszka Elżbieta z Zachariaszem, położone jest ok. 7 km od Jerozolimy. Droga z Nazaretu, gdzie znajduje się dom Maryi, do tego miejsca to 150 km, ok pięciu dni podróży przez niebezpieczne góry. Maryja podejmuje się nie lada wyzwania.
Co zatem motywuje Maryję by wyruszyć do swojej krewnej? Elżbieta, kobieta w podeszłym wieku, jest w ciąży i potrzebuje pomocy. Podróż Maryi może jest powodowana poczuciem rodzinnej solidarności i chęcią niesienia pomocy. Dla Maryi wędrówka ma jeszcze jeden wymiar. Pamiętajmy, że otrzymała ona wiadomość o poczęciu Jana Chrzciciela jako znak od anioła (Łk 1,36). Ma on być potwierdzeniem prawdziwości jego słów i praktyczną demonstracją, że dla Boga nie ma nic niemożliwego (Łk 1,37). Maryja, ruszając do Elżbiety, wyrusza w prawdziwą pielgrzymkę wiary. Ta, która została wybrana na Matkę Bożego Syna, idzie, aby ujrzeć wypełnienie Bożych dzieł zapowiedzianych przez anioła w historii jej własnej rodziny.
Wchodząc do domu Elżbiety, Maryja wnosi obecność samego Boga. Mały Jan Chrzciciel tańczy w łonie swojej matki, tak jak kiedyś Dawid tańczył przed Arką Przymierza. Tu jest obecna Nowa Arka, w której nie ukrywają się kamienne tablice Prawa i manna z pustyni, lecz Żywe Słowo Boga. W przychodzącym Jezusie wypełniają się obietnice złożone patriarchom, ziemia tańczy przed swoim Bogiem, ludzkość wychodzi na wolność.
Obecność Maryi jest dla Elżbiety darem, który wypełnia ją Duchem Świętym i radością (Łk 1,41-42). Równocześnie Maryja, dając, sama jest obdarowywana. Stając przed Elżbietą, słyszy z jej ust: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Zdanie to upewnia ją w tym, że spotkanie z aniołem nie było tylko snem. Pan rzeczywiście przyszedł do niej tego dnia. Zostanie Matką Boga.
Wszystko dzisiaj toczy się wokół pięciu słów: obietnica, znak, słuchanie, gotowość i spełnienie.
Bóg daje obietnicę każdemu z nas, jak dał ją Izraelowi – o odrodzeniu (Mi 5, 1-4a) czy Maryi (Łk 1, 39-45). ale to nie wszystko: daje również znak (oto krewna Twoja, Elżbieta...). Znak jest po to, by człowiek miał pewność prawdziwości obietnicy. Droga do jej spełnienia bywa długa. Błogosławiona jesteś – mówi Elżbieta do Maryi – któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.
Dostrzeże znak, a w nim obietnicą, ten kto słucha. Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało. List do Hebrajczyków cytuje w tym miejscu psalm, który zawiera nieco inne słowa: … aleś otworzył mi ucho. Obie wersje jednoczą się w Maryi. Kobieta słuchająca, gotowa do pełnienia słów Pana. Kto wie, czy w drogę do Elżbiety nie porwała jej w takim samym stopniu chęć przekonania się o znaku, jak chęć jej pomocy. Oto idę.
Samo spełnienie? Jest coś pięknego w proroctwie Micheasza, który tak jasno i jednoznacznie określa, skąd i kim będzie Mesjasz. W zwoju księgi napisano o Mnie – dopowiada psalmista przywoływany w drugim czytaniu.
Komentarze
Prześlij komentarz